… i grafika! (i tą drogą znów wracamy do literatury)

No, chyba się trochę rozpędzam. Miała być tylko literatura.

Ale w tym przypadku mam usprawiedliwienie: Artur Sadlos jest twórcą z niesamowitą wyobraźnią, bardzo mocno zanurzonym w fantastyce. Zobaczcie sami: artursadlos.blogspot.com

I drugie uzasadnienie: ten artysta jest autorem okładki świeżej powieści „Samemu Bogu chwała” Aleksandra Kowarza, do sięgania po którą serdecznie zapraszam.

Filmy też!

Hmm, kto powiedział, że nie ma tu miejsca na fantastykę sfilmowaną?

Znalazłem w sieci: http://goo.gl/u8zm31. Nie każdy lubi anime, ale ta kilkuminutowa animacja mnie akurat podoba się bardzo. Pozwala na chwilę odpłynąć (bez wydawania pieniędzy na używki). A moim zdaniem to jedna z cech dobrej fantastyki.

Długą listę produkcji tego autora można znaleźć tutaj: http://www.doki.ca/videos/.

Fragment powieści Marcina Ogdowskiego „(Nie)potrzebni”

Fragment zamieszczam za zgodą Autora Marcina Ogdowskiego
oraz Wydawcy: warbook.pl

Wioska Nani, prowincja Ghazni, Afganistan, 21 marca

– Panowie, z wozu, zapierdalamy na wąsy! – Pozbawiony subtelności rozkaz kaprala przerwał erotyczne fantazje Bartosza Rygasa. Starszy szeregowy spojrzał z wy- rzutem na siedzącego naprzeciwko podoficera – wiedział, że to nieracjonalne, ale mimo to miał mu za złe, że tak brutalnie sprowadził go na ziemię. Rygas nie był erotomanem. Równie często uciekał w wyobrażenia na temat męskich popijaw, którym z pasją zamierzał oddać się za- raz po powrocie do Polski, czy obżerania się przysmakami maminej kuchni. Tęsknił za pierogami, bigosem czy schabowym, tak jak tęsknił za kuflem dobrego piwa i zgrabną laską u boku. A wizualizacje wszystkich tych przyjemności pozwalały mu odciąć się od rzeczywistości. Od rozmyślań typu: „Jebnie czy nie jebnie?” – za każdym razem, gdy Rosomak wpadał w jakąś wyrwę w asfalcie.

Miny pułapki wciąż stanowiły największe zagrożenie dla żołnierzy ISAF. Nie dało się o tym zapomnieć, nie sposób jednak było nieustannie o tym myśleć. Ucieczka w świat fantazji – to był sposób Bartosza, zresztą, nie tylko jego. Rygas dobrze wiedział, że „odjeżdżają” wszyscy, z którymi siedział w ciasnym przedziale dla desantu. Czytaj dalej

Wiatr (fragment promocyjny)

Autor: Marcin Ciszewski

WCZORAJ

Po południu

 

Cóż można powiedzieć, gdy życie właśnie się kończy?

Protestować, błagać o litość, złorzeczyć Panu Bogu, obiecywać powrót ze ścieżki grzechu na jasną, słoneczną drogę cnoty?

Możliwe. Jednak leżącemu na łóżku mężczyźnie nie przychodzi do głowy żadna myśl, która miałaby głębsze znaczenie, inny sens niż po prostu wyrażenie strachu czy protestu.

Ma czterdzieści pięć lat i żegna się ze światem. Na czole czuje chłodny wylot rury tłumika, widzi majaczące w półmroku bezosobowe, czarne oczy napastnika.

Domyśla się, po co tamten przyszedł. W gruncie rzeczy spodziewał się go. Wręcz dłużyło mu się oczekiwanie. Jasne – mógł dalej uciekać. Jednak jest na tyle doświadczony, by wiedzieć, że jego tropem poszłaby sfora psów o morderczych instynktach i absolutnym, czułym jak najczulszy detektor węchu. Nie miał już szans.

A więc tak wygląda śmierć: ma zmęczoną twarz, nieruchome spojrzenie i rysy jak wykute ze stali. Jest ubrana w ciemnoszary płaszcz, pokryty drobnymi płatkami śniegu, które jeszcze nie zdążyły się roztopić od panującego w pokoju ciepła.

Tak właśnie wygląda koniec złudzeń.

– Musisz być cicho – mówi napastnik. – I robić dokładnie to, co powiem. Zrozumiałeś?

Mężczyzna kiwa głową.

– Dobrze. Uciekłeś. Schowałeś się. Odnaleźliśmy cię. Gdzie to masz?

Milczenie.

Napastnik wzdycha. Ileż razy był w takiej sytuacji? Nawet nie pamięta. A koniec i tak zawsze jest taki sam. Tym razem chciałby mieć już wszystko za sobą.

– Musisz mi powiedzieć. Im szybciej, tym lepiej.

– Lepiej od razu strzel.

Zabójca patrzy nieruchomym wzrokiem. Protest go nie dziwi. Takie akty desperackiej odwagi również się zdarzają, a jakże. Amatorzy bardzo często mają problemy z właściwą oceną sytuacji. Czytaj dalej