Fragment powieści Marcina Ogdowskiego „Ostatni świadek”

Takiej fikcji jest u nas mało. Moim zdaniem wynika to z tego, że umiejętnie pisać o wojnie jest w stanie mało kto. Nawet, jeżeli zdolnych piór u nas sporo, to w tej dziedzinie nie wystarczy odtwórstwo tego, co zobaczyło się w kinie, w telewizji lub przeczytało u innych. Aby opowiadanie było autentyczne, trzeba mieć własne odczucia, być emocjonalnie związanym z postaciami z krwi i kości. Umieć i chcieć opowiedzieć ich historię – lub historię taką, która równie dobrze mogła się wydarzyć.

Wydaje mi się też, że trudno w Polsce o autorów, których proza – czy to dokument, czy fikcja – obroni się przed konfrontacją z czytelnikami w mundurach, którzy właśnie wrócili z kolejnej zmiany na Bliskim Wschodzie. Czy choćby tymi, których dziesiątki tysięcy służą w całej Polsce.

Bo żeby dobrze o tym pisać, trzeba to przeżyć. Trzeba tam być. A takich autorów można u nas zapewne zliczyć na palcach.

Fragment powieści napisanej przez jednego z takich właśnie autorów, Marcina Ogdowskiego, zamieszczam – za zgodą Autora i Wydawcy – niżej.

Czytaj dalej

„Pułapka Tesli” Andrzeja Ziemiańskiego – fragment

105-10426369_bZapraszam do zapoznania się z fragmentem najnowszego zbioru opowiadań Andrzeja Ziemiańskiego. Zamieszczam go tu za zgodą Autora (dziękuję!), a na końcu podaję odnośnik do liczącego aż 24 strony fragmentu opublikowanego przez Fabrykę Słów.

 

 

 

Obaj mężczyźni byli elegancko ubrani, nie przesadnie czy ostentacyjnie albo na pokaz, bez nowobogackiej nonszalancji, ale dało się zauważyć, że ich garnitury nie należą ani do tanich, ani do kupionych w jakimkolwiek sklepie. Ktoś Z dużym wyczuciem i ogromnym doświadczeniem szył je na miarę.
Mężczyźni położyli na ławce dwie bardzo podobne do siebie walizeczki. Obie trochę staromodne, niczym się niewyróżniające. Obie jednak natychmiast podjęły ze sobą walkę. I nie był to bój o zwycięstwo czy choćby wywalczenie przewagi. Walizeczki po prostu zakłócały się wzajemnie i wszystko wokół w dość dużym promieniu. Jeśli więc ktoś w parku chciał coś nagrać, sfotografować cyfrowym aparatem, skorzystać z telefonu komórkowego, to stracił taką możliwość. A jeśli ktoś nosił rozrusznik serca i przechodził właśnie obok, to… miał wielkiego pecha.
Mężczyźni usiedli na ławce tak, żeby walizeczki ich dzieliły. Starszy z nich, wyglądający na jakieś sześćdziesiąt, sześćdziesiąt pięć lat, uśmiechnął się szeroko.
–  Widzisz, Dugan, to dobrze, że jesteś – zaczął rozmowę z amerykańską bezpośredniością, bez zachowania jakichkolwiek form grzecznościowych.
Wyraźnie nie spodobało się to jego o co najmniej połowę młodszemu rozmówcy.
–  Po pierwsze mam na imię Dariusz. Po drugie w tym kraju osobom, które się nie znają, wypada używać takich form, jak „pan” lub „pani”.
–  A od kiedy ciebie obowiązują polskie zwyczaje, Dugan?
–  Jestem Polakiem.
–  Tak – zgodził się Amerykanin, kiwając kpiąco głową. – Dugan Jovanović. Typowe polskie nazwisko.
–  Dariusz Jowanowicz. Czy ja wiem, czy takie typowe?
–  I tak wszyscy wiedzą, że jesteś Rumunem!
–  Serbem!
– A widzisz? Dałeś się złapać!
–  Po prostu nie dał mi pan dokończyć. Moja rodzina istotnie pochodzi z Bałkanów. Z Serbii. Czytaj dalej

Fabryka wtórów (fragment)

LargeTomasz Mróz Fabryka - okładkaPuste, długie korytarze znowu zaczęły napawać mnie lękiem. Przerażały jakimś nieokreślonym brakiem kontekstu, brakiem życia. Podszedłem do wielkich drzwi, po plecach przeszedł mi dreszcz. Jakby ktoś mnie obserwował. Rozejrzałem się po pustym hallu. Nikogo, tylko ta figura. Wąsy jakby bardziej nastroszone niż przed kilkoma minutami, twarz wściekła. Przedtem wydał mi się raczej dobroduszny, a teraz… Ale jak figura może zmienić wyraz twarzy? Zacząłem szarpać się z klamką, o ile metalowy kształt wielkości nielichego drąga i zawieszony na wysokości twarzy może mieć coś wspólnego z poczciwą klamką, dzięki której wchodzimy i wychodzimy przez drzwi. Tu klama trzymała straż.

Gdzie miał być ten portier? Gdzieś tam po lewej. Spojrzałem w bezdenną czerń korytarza. Ani żywego ducha. Szarpnąłem jeszcze raz. Zawołałem: „Hop, hop!”. Czerń zabrzęczała delikatnym, zduszonym echem. Westchnąłem z rezygnacją i zacząłem wędrówkę w stronę nieskończoności korytarza. Deszcz łomotał po kamiennych schodach, zza zakrętu wyjechał tramwaj. Postać w czarnym płaszczu pędziła przez strugi wody, próbując dostać się do tramwaju, ale ten nie czekał. Zadzwonił raz i drugi, pojechał. Zdyszany człowiek kilka sekund później kopnął wściekle słupek z literą T. Potem stanął skulony, czekając na następny kurs. Mókł na otwartym placu, pewnie bał się przeoczyć kolejny tramwaj. Czarna limuzyna zbliżała się majestatycznie. Ja tego już nie widziałem, ale teraz wiem, że tak było. Tak być musiało. Ja szedłem w nieprzeniknioną przestrzeń po lewej.

Tomasz Mróz, „Fabryka wtórów″. Powieść wydana przez wydawnictwo RW2010. Wszelkie prawa zastrzeżone. Bezpośredni link na stronę wydawnictwa: http://www.rw2010.pl/