Tajemnica służbowa (rozdział 4)

Wychylam się z czarnego otworu śluzy, a on znika za mną bezszelestnie. Trochę dezorientujący jest fakt, iż pion zmienił swój kierunek o sto osiemdziesiąt stopni — i w rzeczywistości stąpam nie tyle po podłodze, o ile po suficie ładowni. Ale przyjmuję chwilowo sufit za podłogę — wszak to wszystko jest takie względne. Nad moją głową widzę rozgwieżdżone niebo: pokrywy luku są rozsunięte. Proszę przez kom o światło i pomieszczenie zalane zostaje blaskiem halogenowego reflektora. Przede mną, przycumowany do ścian i podłogi, spoczywa nasz moduł ekspedycyjny. Swoim srebrzystym cielskiem zajmuje większość miejsca w ładowni. Wyobrażam sobie możliwe skutki jego wybuchu — nasz Saggitarius wyglądałby jak ktoś, kto połknął odbezpieczony granat. Nie skończyłoby się chyba na nieszczelnościach.

Czytaj dalej

Tajemnica służbowa (rozdział 3)

Kolejny nocny alarm wyrywa mnie ze snu. Mam dosyć nocnych alarmów. Mam dosyć tej misji. Powtarzam sobie po raz setny, że gdy to wszystko się skończy, wezmę długi urlop. Nie mam tylko pojęcia, co będę na nim robił.

Po ciemku wpada na mnie Marh. Światło nie zapala się, choć powinno. Jest zimno. Na wpół przytomny, dzwoniąc zębami, trafiam na drzwi, które nie otwierają się automatycznie, chociaż powinny. Muszę użyć klamki. Wbrew oczekiwaniom, nie wlewa się przez nie potok światła z korytarza — chociaż powinien. Tam również panują ciemności. Ktoś świeci mi latarką po oczach.

— Wyłączcie już ten diabelny brzęczyk! — prosi płaczliwie Marh. — Łeb mi pęka.

Czytaj dalej

Tajemnica służbowa (rozdział 2)

Ostry, przerywany dźwięk przebija się przez grube filtry snu, przenika boleśnie do świadomości, burzy sielankową wizję snutą leniwie przez odpoczywający umysł. Ten broni się przed intruzem, chciałby jeszcze przedłużyć błogostan, lecz wibrujący, głęboki gwizd tnie bezlitośnie naprędce sklejane wątki. Sen znika. Boli mnie głowa, a w uszach wciąż mam męczące echo alarmowego brzęczyka. Przez przymknięte, ciężkie powieki sączy się jasność — alarm zapalił w kabinie światło. Z wysiłkiem otwieram oczy i zaraz mrużę je od blasku.

Marh wypina się z pionowego śpiwora. Łapie dryfującą pod sufitem poduszkę i upycha ją w jego kieszeni.

Czytaj dalej

Tajemnica służbowa (rozdział 1)

Kręcę głową, gdy zdaję sobie sprawę, że ten tekst ma… 20 lat! Publikuję go jako swego rodzaju eksponat historyczny. To opowiadanie, które napisałem jeszcze na początku liceum, z pewnością bardzo naiwne, bynajmniej nie wolno od błędów logicznych, warsztatowych, językowych. Mam jednak do niego sentyment i to od niego zaczął swoje istnienie serwis „… to tylko fikcja” w swojej pierwszej, dwudziestowiecznej odsłonie. Może i tym razem ten tekst przyniesie mu szczęście. Potraktujcie go, proszę, z lekkim przymrużeniem oka. Dobrej zabawy! Czytaj dalej