„Maski normalności” Iza Korsaj

Iza Korsaj

Iza Korsaj

„Maski normalności” Iza Korsaj.

Iza nie przepada za tym swoim dziełem i słowa „nie przepada” to łagodne określenie. Jednak Autorzy są dla siebie najsurowszymi krytykami. Zazwyczaj. Bo zdarzają się i zapatrzeni we własną twórczość – choćby była dnem totalnym. Wtedy wychodzi z tego istna tragedia rzucająca cień na kawałek literackiego światka… Ale „Maski…” takie nie są. Nie są dnem, nie rzucają cieni, ba! Pokazują… Prawdę.

„Świat nie znika, kiedy zamykasz oczy.”

Pierwsze odpowiadanie intryguje. Oddaje zwykłą codzienność, realia, w których większość z nas się obraca. Życie – tak po prostu. „Maska normalności”. Jakże sugestywny tytuł! Ten, kto czytał „Kostkę”, zauważy lekkie podobieństwa, ale nie jest to niczym złym. To właśnie Iza. Iza i jej umiejętność tworzenia postaci, kreowania psychiki, dawania lekcji Czytelnikowi.Przeczytałam je szybko, wciągnęło, zadowoliło, pozostawiło mnie z uczuciem niedosytu. Chciałam więcej. Na końcu przez chwilę siedziałam i bezmyślnie wpatrywałam się w ekran laptopa. Dlaczego? Bo przecież to takie rzeczywiste…

Tak wielu z nas nosi maski codzienności. Tak wielu coś ukrywa, zachowuje się w sposób narzucony, rezygnuje z marzeń, bo ‘nie wypada’, nie potrafi pogodzić się, oswoić z przeszłością. Tak wielu z nas boi się sięgnąć po to, czego pragnie. Utrzymujemy pozory, uśmiechamy się, pracujemy, zamykamy i wypełniamy krąg codzienności, wypracowanego z biegiem czasu rytmu. A wewnętrznie? Nierzadko cierpimy i do tego też zazwyczaj boimy się przyznać nawet przed sobą. Stajemy się jak bohater, który „nie chciał oswajać swoich lęków”.

Problem staje się problemem, kiedy zdajesz sobie z niego sprawę. Nie ma jednak problemów nie do rozwiązania, tylko… Nie zawsze chce nam się tych rozwiązań szukać. Bo po co się męczyć? Skoro przecież i tak nic to nie zmieni…

Błąd.

A wystarczy tylko chcieć. Spróbować. Kto nie ryzykuje, ten nie ma!

Potem, kiedy już zatracimy się w tej szarej codzienności, przekonaniu o bezsensie egzystencji, zaczyna nas ona przerastać. I nadchodzi taki moment, że nawet pomoc osób trzecich nie przynosi rezultatów. Wtedy nie zostaje już nic.

„Maska normalności”. Ilu z nas ją nosi?

Powiem Wam, że zostałam poruszona. Nie, nie patykiem… Poruszona wewnętrznie. Takie proste opowiadanie. Czyste, jasne, zrozumiałe. I jakie rzeczywiste. Warto przeczytać i zapamiętać jako lekcję – nigdy bowiem nie jest za późno na zmiany.

„Ciemna strona człowieczej natury jest jak loteria. Nigdy nie wiesz, co wylosujesz. Masz jednak świadomość, że każdy fant będzie felerny; będzie zepsuty, będzie w ten czy inny sposób zły.”

 

Co do drugiego opowiadania mam mieszane uczucia. „Obóz koncentracyjny dla zwierzaków” przyprawił mnie równocześnie o współczucie dla bohaterki i frustrację odnośnie jej faceta, złość na jej matkę, a także o… obrzydzenie i zdumienie – tak delikatnie mówiąc. Scenę z psem moja wyobraźnia narysowała sobie tak dokładnie, że nie mogę pozbyć się tego obrazu z głowy, zwłaszcza że ja uwielbiam psy. A kiedy przeczytałam koniec, powiedziałam sobie: hmm… No i dobrze.

„Gdy władzę przejmują instynkty, brakuje już miejsca na uczucia”.

I w tym opowiadaniu uczuć nie było. Typowe zachowania, jakich zapewne wiele. Oczywiście nie każdy z nas styka się z nimi na co dzień, ale one jednak są. Istnieją. Niekochająca, chłodna matka jest niezadowolona z córki, córka jest słaba, niedowartościowana, aż wreszcie odkrywa sposób, by problemy odreagować. W wyobraźni znajduje przyjemność. „Odkąd skończyła 12 lat, oglądana przemoc rodzi u mniej erotyczne doznania.” Przeszłość ma wpływ na przyszłość.

Pewien Autor kiedyś powiedział mi, że trudne dzieciństwo nie upoważnia nikogo do znęcania się nad ptaszkami, kotkami i młodymi dziewczętami (tyczyło się to akurat mojej N. i jej bohatera). Tu mogę powtórzyć te słowa. Zastosować. Ba, a nawet dodać dalszą część – trudne dzieciństwo może zmienić psychikę na gorsze, to zależy od nas, jak będziemy postrzegać świat, jak podejdziemy do problemu, jak postąpimy.

Jestem pełna podziwu dla lekkości opisów Izy. Te opowiadania są jak bajki, tylko dla dorosłych. Niosą przestrogę, morał widoczny jak na talerzu. W tym przypadku mamy do czynienia ze starym przekazem – wyrządzone innym zło zawsze do Ciebie wróci. Nie będziesz znać dnia ani godziny, sposobu, w jaki się objawi ani jego siły. Ale wróci.

„A przecież ludzie cały czas grają. Niekiedy po to, żeby wygrać, ale bardzo często dla samej gry.”

Nie sposób się z tym nie zgodzić. Pamiętacie cytat ode mnie? „Ludzie potrafią świetnie odgrywać swoje role, kiedy trzeba.”
Zatem czujcie się pouczeni. ;)

 

„Jestem swoim własnym zakładnikiem. Zakładnikiem umysłu.”

W trzecim opowiadaniu kobiety znajdą coś dla siebie. Bezsprzecznie. „Dziennik nienawiści” przedstawia bohaterkę, z którą nawet ja mogę się utożsamiać. Może nie pod wszystkimi względami, ale jednak. Jeśli nie teraz, to wcześniej. Każda z nas miała choć raz (wątpię, że tylko raz)  zbliżone odczucia, przeżycia i doświadczenia. Każda z nas choć raz upodobniła się do niej zachowaniem. Idę o zakład. A już z pewnością każda z nas posiada „wewnętrzny słupek wkurwienia.” :D

Świetne. Nie wiem dlaczego, ale najbardziej mi się podoba. Jest po prostu dziennikiem. Kawałkiem życia kobiety niedoskonałej, pragnącej tej doskonałości, oceniającej innych po wyglądzie, złośliwej. Po prostu zwykłej.
„Zawsze można być fitter, thinner, faster, better… Ewolucja to prawo natury”.

Nie będę dużo pisać o tym opowiadaniu. Je trzeba przeczytać. Żałuję, że skończyło się w takim momencie, bo z przyjemnością poznałabym dalszy ciąg. Ja nauczyłam się patrzeć na ludzi w sposób, w który bohaterka patrzeć by chciała. Patrzeć tak, żeby widzieć. Trudne to, ale możliwe. Obserwowanie kogoś i dostrzeganie jego zalet, choćby najdrobniejszych (bo przecież każdy z nas jakąś ma), nawet lepiej poprawia humor, niż wytykanie w myślach niedoskonałości danej osoby. Trzeba tylko chcieć. Każdy może być lepszy, niż jest.

„Postaram się obserwować ludzi, nie krytykując ich za bardzo. To nie ich wina, że są niedoskonali.”

Prawda? A poza tym, jak głosi cytat na początku:
„Złość – to tylko rodzaj nieporadności.”
Bertold Brecht.

Nikt nie lubi być nieporadnym. Ale też nikt nie musi być.

 

„Życie w domyśle”

Smutne opowiadanie. Takie realne, prawdziwe, dotyczące sporej ilości ludzi. Nie powiem wszystkich, bo może jest ktoś, kogo to omija i tylko mu wtenczas pogratulować. Jednak już wszyscy się tego obawiają. Czego? Ano… Rutyny.
A przecież nie musi tak być.

„Dalej, Nicky, dokonaj własnego samookreślenia: jesteś uczłowieczonym, zaprzęgniętym w kierat zwierzaczkiem, czy raczej zezwierzęciałym w bezmyślności człowieczyną?”

A Wy? Którą opcję wybieracie? Możecie powiedzieć, że rutyna Was nie dotyczy? Co robicie, aby to zmienić?

Bohater nie zrobił nic.

„Czasem lepiej nie zadawać pytań. Można trwać w nieświadomości i konsumować ofiarowane dobra. Pogardzane przez wielu życie w złotej klatce wcale nie jest złe (…). Czym innym była poprzednia egzystencja, jak nie kolejną klatką, tyle że w całości wykonaną z betonu?”

Świat stwarza nam wbrew pozorom mnóstwo możliwości, aby rutyny się pozbyć. Wystarczą niekiedy drobne rzeczy, by poczuć się inaczej. Tylko trzeba pokonać strach, przełamać schemat. Boimy się zmian. Moim zdaniem niepotrzebnie. Jesteśmy kowalami własnego losu i owe zmiany są uzależnione od nas. Pośrednio bądź bezpośrednio, ale jednak. Zawsze były, bo przecież nic nie dzieje się przypadkiem.
Cytując innego Autora:
„Przyszłość jest żywa, zmienia się. Każdy kamień ciśnięty w trawę kształtuje rzeczywistość (…). Każdy kamień rzucony w nurt rzeki powoduje fale, dlatego przyszłość jest niepewna.”
„Arlin” Adrian Atamańczuk.

I to my mamy na tę przyszłość wpływ. To od nas zależy, czy przez kolejnych dziesięć lat poddamy się rutynie, czy zechcemy coś zmienić. Czy zrezygnujemy z owych zmian na rzecz wygody, spokoju. Czy pokonamy własne demony i stawimy im czoła, aby żyć tak, jak tego pragniemy. Nie  zaś tak, jak bohater – zamknięty w swoim prostym, szarym świecie, śniący o lepszym życiu, lękający się te sny i marzenia wprowadzić w czyn. Nie na snach może się to skończyć, bo dlaczego miałoby?
O marzenia warto walczyć. Tak gdzieś słyszałam. ;)
Odważycie się?
Czas ucieka.

Opowiadania Izy Korsaj bardzo szybko się czyta. Taka lekka i przejrzysta lektura do kawy. Są poniekąd rozrywką. A już z pewnością lekcją (jak to u Izy bywa), unaocznieniem pewnych realnych zachowań, przypadków, problemów. Posiadają „zgniłe dno”– przytaczając słowa Autorki. Może to niektórym pomoże dostrzec coś, czego na co dzień nie widzi? Przeczytać warto. Z pewnością Was nie zanudzą. Bo co ja mogę więcej o nich powiedzieć? Nic. Sami się przekonajcie.

„Maski normalności” są dobre. Proste, zwykłe, a jakże prawdziwe.

Polecam,
A.M. Chaudière.

I tradycyjnie zapraszam na stronę:
Autorki (która wciąż rozdaje „Maski…”)
https://www.facebook.com/IzaKorsaj

I swoją:
https://www.facebook.com/A.M.Chaudiere

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *