„Droga do Domu” Przemysław Żuchowski (księga II)

217998-352x500

Och, jak ja dawno tego nie robiłam! ;) Tak samo dawno, jak dawno mnie tu nie było. Cóż… Nadrobimy :D
Zapraszam do czytania. ^^

Droga do Domu – Przemysław Żuchowski

„Gdzie magia żywą się staje…”

   Przyznać muszę, że powieść Przemka była dla mnie sporym wyzwaniem i… takim samym zaskoczeniem. Niemal nie czytam tego gatunku, po prostu zazwyczaj nie widzę w tym niczego interesującego. Literatura piękna, powieść przygodowa, historyczna, bo przecież mówimy tu o XVII wieku. Dla mnie określenia te kojarzą się z nudą i żmudnym brnięciem przez kolejne strony, bo nie wypada porzucić zaczętej już książki. Podobnie nie jestem miłośnikiem natury. Nie, żebym nienawidziła. „Żyjemy sobie” obok siebie i kiedy nie ma takiej potrzeby – nie wchodzimy w bliższe kontakty. Cóż, każdy robi to, co lubi, podobno.

   Długo ją czytałam, przyznaję bez bicia. Zawsze było coś „lepszego” do roboty (ach, to oszukiwanie siebie, nie?). Nie mogłam przyzwyczaić się do opisów, bardzo obszernych i barwnych, pełnych ożywień, bym rzekła – poetyckich. Zajęło mi to sto stron. Sto stron, przez które Przemek prowadził mnie za rękę jak uczniaka i pokazywał Góry Izerskie. Tyle razy ją odkładałam, a on podświadomie ciągnął, jakby mówił „chodź, no chodź, dziewczyno, jeszcze nie odkryłaś całego piękna”. Cóż. Prawda. Dalej poszłam już sama. I przeklinałam siebie w duchu, bo przecież autor powinien sięgać po różne gatunki. Może nie codziennie, ale przynajmniej bez grymaszenia. Warto przecież wiedzieć, znać.

   Warto, bo czasem niepozornie rozpoczynająca się opowieść skrywa w sobie prawdziwą magię.

„Kto ino na wierzchołek patrzy i spieszy się, żeby na niego wejść, ten podąża jak głupiec albo ślepiec. Piękna drogi nie widzi, a mądrości dopiero na szczycie nabiera. Tam zrozumie, że to koniec i dalej już się nie da. O czym opowie, kiedy do celu dojdzie? Co widział? Co przeżył? Jęknie cicho, że zmęczony, bo się spieszył, a jednak czas swój stracił (…).
Lepiej każdemu krok po kroku stąpać. Radość i mądrość z drogi czerpać, a nie galopem pędzić. Powiem ci jeszcze, że tacy, którzy gnają bez opamiętania, to z sił zbyt wcześnie opaść mogą i szczytu nigdy już nie zobaczą. Zapamiętaj, że to droga jest piękna, a nie jej kres.”

   Mądrość. Takim słowem można określić „Drogę do Domu”. Z każdą kolejna stroną spędzałam nad tą książką coraz więcej czasu, czytałam coraz dłużej. Każda kolejna strona pozwalała mi weryfikować swoją opinię, wciągając w świat piękna i magii tkwiącej nie tylko w przyrodzie, ale i w człowieku. Prawdziwej magii, wynikającej z wiary, czynów, drobnostek niezauważalnych na co dzień, w tym pędzie współczesności i pogoni za czymś… bez większej wartości. A wystarczy zatrzymać się na moment. Rozejrzeć. Zadać pytanie: Boże, co ja robię, po co to robię? I dokąd zmierzam? Jeśli tego nie uczynimy, nie poczujemy, nie zobaczymy magii. Nic nie zobaczymy.

   Wszystko, co tu napiszę, jest tylko moją opinią o tej książce i nie zalicza się do typowych recenzji. Nie przedstawię Wam bowiem Autora. Odeślę natomiast na stronę, gdzie dowiecie się wszystkiego, czego dowiedzieć się zechcecie. Nie opiszę także fabuły, bo mijałoby się to z celem. W wypowiedzi można napisać wszystko, a nie o to chodzi, aby zdradzać szczegóły i odbierać radość z odkrywania ich samemu. Odsyłam więc także do książki. Bo warto.

   „Droga do Domu” była dla mnie właśnie niczym spacer. Spokojny spacer po górskich terenach, osadach, pozwalający poznać ludzi, ich życie, a także przyrodę – jakże piękną i niebezpieczną zarazem. Akcja nie pędzi do przodu jak oszalała, nie zostajemy rzuceni w wir wydarzeń od samego początku. Taaak, to z pewnością celowe. Przemek pozwala nam poznać wszystko bardzo dokładnie, oswoić się z otoczeniem, przyzwyczaić do bohaterów, zapałać sympatią do wilków, których punkt widzenia jest naprawdę mega, mówiąc kolokwialnie i na marginesie. Mamy tu sąsiadów, ich radości i problemy, jednoczenie się w obronie wspólnego dobra i siebie, przyjaźnie aż po grób, a oprócz tego zbójeckie napaści, sieć intryg i działań, aby poznać tajemnice walońskich skarbów, wiedźmę, zabójstwa, utraconą miłość i próbę odzyskania jej, wilki i wiele innych niezwykłości, tkwiących w zwykłych rzeczach.

   I kiedy już się „zaprzyjaźnimy”, wszystko nabiera tempa, a my siedzimy z nosem w książce i duszą na ramieniu, myśląc – o Boże, co teraz, gdzie on idzie, co one zrobią, nie idź tam…! I tak dalej. Różnorodne emocje kierują nami przez całą książkę. Widzimy wszystko w wyobraźni bardzo jasno, zrozumiale, bez zawiłości i zaplątania wątków. Poznajemy punkt widzenia i odczucia niemal każdej napotkanej osoby czy wilka, właśnie. Taka wszechwiedza, która ma swoje plusy – nie trzeba się głowić, co pomyśli ten i ten, gdy się dowie, że tamten z tamtym zdradził albo okradł, i tym podobne. Przykładowo mówiąc, oczywiście. Dzięki temu szybko wyłapuje się główne zamysły i przekazy, jakie ta książka pozostawia w głowie i w sercu, kiedy już dotrzemy do końca.

   Ona uczy. Pewnie stwierdzicie, że takich „obyczajów umoralniających” jest wiele. Owszem. Wystarczy spojrzeć chociażby na powtarzającego się już Coelho, którego mądrości za każdym razem (wyłączając kilka naprawdę dobrych tytułów) przekazują nam to samo, tylko innymi słowami. Przy powieści Przemka śmiało można się temu stwierdzeniu przeciwstawić. Ta książka jest inna. Przede wszystkim nudnym obyczajem jej nazwać nie można. Ma w sobie coś niezwykłego, a właściwie każdy ukazany element jest niezwykły. Trzeba się jedynie przyjrzeć. Wczytać. Bije od niej mądrość, ale i dojrzałość, a ta druga jest w obecnej literaturze dość rzadkim zjawiskiem. Czytając, czujemy respekt. Nie rzucamy się na nią, jak na jeden z tych wszechobecnych ochłapów zwanych powieścią (chyba z przyzwyczajenia już, bo jak inaczej to nazwać?), porywający nas na chwilę i nie pozostawiający po sobie nic więcej, oprócz odrobiny rozrywki, o której szybko się zapomina. „Drogę do Domu” się zapamiętuje. Chce się nią podążać, kiedy już „nauczy się” jak to robić. Nie jest to książka o wszystkim i dla wszystkich.

„Odwaga to czyn, a lęk to jedynie moja myśl nieszczęsna.”

   Pozostaje mi jedynie zaprosić Was do lektury. Nie oceniajcie książki po pierwszych jej stronach, tak samo, jak po okładce. Możecie się nieźle pomylić. Czasem warto skończyć książkę, której skończyć się na pierwszy rzut oka nie chce.
Warto też zapamiętać chociaż jeden z jej przekazów, tak oczywisty i omijany w życiu, zapominany – drogę do domu odnaleźć zazwyczaj trudno, wymaga to wiary i odwagi, poświęcenia. Ale dom, ten prawdziwy, właściwy i inny dla każdego z nas, jest tam, gdzie nasze serce. Posłuchajmy serca, chociaż czasami.

   Ach, wypadałoby dodać jeszcze, że książka trafiła do mnie czystym przypadkiem, chociaż one ponoć nie istnieją (dziękuję), a części pierwszej nie czytałam. Nie trzeba tego robić, aby zrozumieć.

Dziękuję za chwilę uwagi i zapraszam na stronę Przemka Żuchowskiego:
https://www.facebook.com/pages/Droga-do-Domu-Przemys%C5%82aw-%C5%BBuchowski/300550570091707

Oraz oczywiście na swoją:
https://www.facebook.com/A.M.Chaudiere

A.M. Chaudière, autorka „Niewolnicy”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *