Znów w starych kątach

Podłoga była twarda i pokryta miejscami grubą warstwą pyłu i okruchami gruzu. Pozostawiała na palcach ów nieprzyjemny, kredowy ślad, którego tak trudno się zawsze pozbyć („Kto jeszcze pamięta kredowe tablice z podstawówki? Czy jestem aż tak stary?”). Oddychając z twarzą tuż przy jej powierzchni, mimo woli wciągał przy każdym wdechu nieco tego pyłu do płóc. Miał go w ustach.

Perspektywa niknęła w ciemności. Mrok spowijał ściany, kiedyś pomalowane na jasne kolory, obecnie pokryte wilgocią i ciemnym nalotem pleśni i Bóg wie czego.

Podniósł się obolały z podłogi. Odetchnął nieco głębiej nieruchomym, wilgotnym powietrzem i splunął, pozbywając się przynajmniej części pyłu z ust.

„Tyle tego nigdy tu nie było,” pomyślał. Był pewien, że to wina starego suporeksu ściany szczytowej budynku, w której zionął duży otwór – jedyne wejście i droga, którą dostał się do wnętrza. Miękki, jasny materiał budowlany, projektowany z myślą o termoizolacji w budownictwie mieszkaniowym i wiejskim, nie stanowił żadnej bariery dla kilkudziesięciokilogramowych pocisków ciężkiej artylerii.

Po deszczowej nocy spędzonej w tej w miarę suchej kryjówce bolało go dosłownie wszystko. Od głowy, przez podziębione przedwiośniem gardło, po nie oszczędzane w ostatnich tygodniach mięśnie i stawy.

Choć przez zabite wieloma warstwami jakichś płyt i pojedynczych łat okna nie przedostawało się żadne światło, wystarczył rzut oka na szeroką jak drzwi od garażu wyrwę w ścianie, by nabrać pewności o nadchodzącym świcie.

„Droga do Domu” Przemysław Żuchowski (księga II)

217998-352x500

Och, jak ja dawno tego nie robiłam! ;) Tak samo dawno, jak dawno mnie tu nie było. Cóż… Nadrobimy :D
Zapraszam do czytania. ^^

Droga do Domu – Przemysław Żuchowski

„Gdzie magia żywą się staje…”

   Przyznać muszę, że powieść Przemka była dla mnie sporym wyzwaniem i… takim samym zaskoczeniem. Niemal nie czytam tego gatunku, po prostu zazwyczaj nie widzę w tym niczego interesującego. Literatura piękna, powieść przygodowa, historyczna, bo przecież mówimy tu o XVII wieku. Dla mnie określenia te kojarzą się z nudą i żmudnym brnięciem przez kolejne strony, bo nie wypada porzucić zaczętej już książki. Podobnie nie jestem miłośnikiem natury. Nie, żebym nienawidziła. „Żyjemy sobie” obok siebie i kiedy nie ma takiej potrzeby – nie wchodzimy w bliższe kontakty. Cóż, każdy robi to, co lubi, podobno. Czytaj dalej

Co nas wciąga?

Co ciągnie nas do zanurzenia się w czyjejś historii? Czy jej podobieństwo do naszych spraw – to, że możemy się utożsamić z bohaterami, że widzimy zbieżność ich problemów z naszymi? Czy też wręcz przeciwnie – to, że możemy się oderwać od rzeczywistości i przenieść w inne czasy, w inny świat, wśród inne postacie?

Samemu Bogu chwała (fragment)

Autor: Aleksander Kowarz

PROLOG

sbchPustynne słońce, wiszące wysoko na nieboskłonie, paliło niemiłosiernie. Powietrze drżało pod jego promieniami. Zdawało się, że sam złocisty piasek się poci. Wiatr nie chłodził, lecz potęgował upał.

Na horyzoncie, pośród falujących z gorąca gór, pojawiła się ciemniejsza kropka. Rosła z każdą chwilą, aż można było rozpoznać ludzką sylwetkę. Mężczyzna był wysoki i szczupły, szedł pewnym, równym krokiem, choć piasek parzył mu stopy poprzez podeszwy butów. Nosił luźne spodnie i koszulę, głowę osłaniał zawój przewiązany sznurem. Usta, dla ochrony przed piaskiem, który niósł wiatr, osłaniał materiałem. Wszystko w jasnych kolorach, które odbijały promienie słońca. Skrawek ogorzałej twarzy, jaki można było dostrzec wokół oczu, pozwalał się domyślić, że mężczyzna sporo czasu spędzał na słońcu.

Szedł prosto ku samotnej skale, w cieniu której znajdował się obóz. Pod wielką płachtą materiału, rozpiętą na czterech stalowych żerdziach, kręciło się kilku ludzi. Wąski stół zastawiony był sprzętem. Laptop i niewielka antena pozwalały na utrzymywanie łączności satelitarnej. Obok stały zaparkowane dwa samochody. Obozu pilnowali uzbrojeni strażnicy. Któryś z nich spojrzał w kierunku gór i dostrzegłszy nadchodzącego przybysza krzyknął coś po arabsku. Na te słowa siedzący przy laptopie mężczyzna podniósł się. Był postawnym brunetem w wieku około czterdziestu lat. Starannie przystrzyżone wąsy i broda okalały jego usta. Stanął przed namiotem i osłaniając oczy spojrzał w kierunku, który wskazywał palcem jego towarzysz. Uśmiechnął się pod nosem, zabrał ze stołu butelkę wody i wyszedł na spotkanie wędrowca.

Czytaj dalej