„Arisjański fiolet. Cisza” Pola Pane.

mt-b002_

 

 

Tym razem opowiem Wam o czymś bardziej z science fiction. Lubicie kosmos?
Ja lubię.
Pola lubi.
Bo kto nie lubi? ^^
A jeśli chodzi o życie gdzieś tam… Chciałabym wiedzieć, ale tylko wiedzieć, bo mi się prawie jednoznacznie ta myśl z zagładą kojarzy. :D 

Pola pokazuje te dobre strony współdziałania między… Międzyplanetarnego? :D 
Sami przeczytacie. Zapraszam! 

„Arisjański fiolet. Cisza” Pola Pane.

„Jeśli rozpacz jest bez złudzeń, trzeba postępować tak, jakby się miało nadzieję albo się zabić.”
Albert Camus.

Książkę Poli czytałam dwadzieścia dni. Dużo? Mało? W samych wolnych chwilach, oczywiście, co skutkowało tym, że niekiedy nie sięgałam po nią wcale. Czemu od tego zaczynam? Bo to niezłe tomiszcze jest. Niezłe tomiszcze, które czyta się wbrew pozorom szybko, gładko i przyjemnie. Serio. A skoro już skończyłam, to napiszę kilka słów na jej temat i wszystko, co przeczytacie, jest wyłącznie moją opinią, moim wypracowanym przez 400 stron zdaniem. Jak zawsze. Czytaj dalej

Znów w starych kątach

Podłoga była twarda i pokryta miejscami grubą warstwą pyłu i okruchami gruzu. Pozostawiała na palcach ów nieprzyjemny, kredowy ślad, którego tak trudno się zawsze pozbyć („Kto jeszcze pamięta kredowe tablice z podstawówki? Czy jestem aż tak stary?”). Oddychając z twarzą tuż przy jej powierzchni, mimo woli wciągał przy każdym wdechu nieco tego pyłu do płóc. Miał go w ustach.

Perspektywa niknęła w ciemności. Mrok spowijał ściany, kiedyś pomalowane na jasne kolory, obecnie pokryte wilgocią i ciemnym nalotem pleśni i Bóg wie czego.

Podniósł się obolały z podłogi. Odetchnął nieco głębiej nieruchomym, wilgotnym powietrzem i splunął, pozbywając się przynajmniej części pyłu z ust.

„Tyle tego nigdy tu nie było,” pomyślał. Był pewien, że to wina starego suporeksu ściany szczytowej budynku, w której zionął duży otwór – jedyne wejście i droga, którą dostał się do wnętrza. Miękki, jasny materiał budowlany, projektowany z myślą o termoizolacji w budownictwie mieszkaniowym i wiejskim, nie stanowił żadnej bariery dla kilkudziesięciokilogramowych pocisków ciężkiej artylerii.

Po deszczowej nocy spędzonej w tej w miarę suchej kryjówce bolało go dosłownie wszystko. Od głowy, przez podziębione przedwiośniem gardło, po nie oszczędzane w ostatnich tygodniach mięśnie i stawy.

Choć przez zabite wieloma warstwami jakichś płyt i pojedynczych łat okna nie przedostawało się żadne światło, wystarczył rzut oka na szeroką jak drzwi od garażu wyrwę w ścianie, by nabrać pewności o nadchodzącym świcie.

„Droga do Domu” Przemysław Żuchowski (księga II)

217998-352x500

Och, jak ja dawno tego nie robiłam! ;) Tak samo dawno, jak dawno mnie tu nie było. Cóż… Nadrobimy :D
Zapraszam do czytania. ^^

Droga do Domu – Przemysław Żuchowski

„Gdzie magia żywą się staje…”

   Przyznać muszę, że powieść Przemka była dla mnie sporym wyzwaniem i… takim samym zaskoczeniem. Niemal nie czytam tego gatunku, po prostu zazwyczaj nie widzę w tym niczego interesującego. Literatura piękna, powieść przygodowa, historyczna, bo przecież mówimy tu o XVII wieku. Dla mnie określenia te kojarzą się z nudą i żmudnym brnięciem przez kolejne strony, bo nie wypada porzucić zaczętej już książki. Podobnie nie jestem miłośnikiem natury. Nie, żebym nienawidziła. „Żyjemy sobie” obok siebie i kiedy nie ma takiej potrzeby – nie wchodzimy w bliższe kontakty. Cóż, każdy robi to, co lubi, podobno. Czytaj dalej

Co nas wciąga?

Co ciągnie nas do zanurzenia się w czyjejś historii? Czy jej podobieństwo do naszych spraw – to, że możemy się utożsamić z bohaterami, że widzimy zbieżność ich problemów z naszymi? Czy też wręcz przeciwnie – to, że możemy się oderwać od rzeczywistości i przenieść w inne czasy, w inny świat, wśród inne postacie?