Zapraszam do zapoznania się z fragmentem najnowszego zbioru opowiadań Andrzeja Ziemiańskiego. Zamieszczam go tu za zgodą Autora (dziękuję!), a na końcu podaję odnośnik do liczącego aż 24 strony fragmentu opublikowanego przez Fabrykę Słów.
Obaj mężczyźni byli elegancko ubrani, nie przesadnie czy ostentacyjnie albo na pokaz, bez nowobogackiej nonszalancji, ale dało się zauważyć, że ich garnitury nie należą ani do tanich, ani do kupionych w jakimkolwiek sklepie. Ktoś Z dużym wyczuciem i ogromnym doświadczeniem szył je na miarę.
Mężczyźni położyli na ławce dwie bardzo podobne do siebie walizeczki. Obie trochę staromodne, niczym się niewyróżniające. Obie jednak natychmiast podjęły ze sobą walkę. I nie był to bój o zwycięstwo czy choćby wywalczenie przewagi. Walizeczki po prostu zakłócały się wzajemnie i wszystko wokół w dość dużym promieniu. Jeśli więc ktoś w parku chciał coś nagrać, sfotografować cyfrowym aparatem, skorzystać z telefonu komórkowego, to stracił taką możliwość. A jeśli ktoś nosił rozrusznik serca i przechodził właśnie obok, to… miał wielkiego pecha.
Mężczyźni usiedli na ławce tak, żeby walizeczki ich dzieliły. Starszy z nich, wyglądający na jakieś sześćdziesiąt, sześćdziesiąt pięć lat, uśmiechnął się szeroko.
– Widzisz, Dugan, to dobrze, że jesteś – zaczął rozmowę z amerykańską bezpośredniością, bez zachowania jakichkolwiek form grzecznościowych.
Wyraźnie nie spodobało się to jego o co najmniej połowę młodszemu rozmówcy.
– Po pierwsze mam na imię Dariusz. Po drugie w tym kraju osobom, które się nie znają, wypada używać takich form, jak „pan” lub „pani”.
– A od kiedy ciebie obowiązują polskie zwyczaje, Dugan?
– Jestem Polakiem.
– Tak – zgodził się Amerykanin, kiwając kpiąco głową. – Dugan Jovanović. Typowe polskie nazwisko.
– Dariusz Jowanowicz. Czy ja wiem, czy takie typowe?
– I tak wszyscy wiedzą, że jesteś Rumunem!
– Serbem!
– A widzisz? Dałeś się złapać!
– Po prostu nie dał mi pan dokończyć. Moja rodzina istotnie pochodzi z Bałkanów. Z Serbii. Continue reading